wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozdział 4 - La morte e l'accordo

(...) natura
I śmierć spór teraz wiodą o ich życie.
William Szekspir

Po ich pierwszym spotkaniu Beatrycze nie odzywała się do niego przez dłuższy czas. Kiedy przychodził do niej z posiłkami, witała go skinieniem głowy i uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Zabierała talerz i sadowiła się na rozklekotanym łóżku, czekając, aż ciepły posiłek, na którego widok Alvan momentalnie głodniał, wystygnie.
- Dziękuję – mówiła, podając mu naczynie z na wpół zjedzonym daniem. Były to jedyne słowa, jakie była zdolna wypowiedzieć w jego stronę.

sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział 3 - Il prigioniero

Jeśli to, co się ma stać, stać się musi,
Niechby przynajmniej stało się niezwłocznie.
William Szekspir

- Co teraz z tym zrobisz? – zapytała Soren, spoglądając na Alvana. Silna poświata księżyca oświetlała jej zmęczoną, pobladłą twarz, a delikatny wiatr poruszał kosmykami włosów, które wysunęły się jej z cienkiego warkoczyka.
- Nie mam pojęcia – przyznał, zaciskając dłonie na poręczy uniemożliwiającej spadnięcie z wieży strażniczej. To była trzecia noc, od kiedy odbył rozmowę z Reinem w jego gabinecie i dostał zadanie do wykonania oraz stary zegarek, który teraz bezpiecznie leżał w jego kieszeni. Tym razem to on i Soren mieli nocną wartę na murach obronnych, dzięki czemu mógł jej opowiedzieć o tym, co się wydarzyło w poprzednich dniach, bez obawy o to, że mogliby być podsłuchiwani przez kogoś niepowołanego.

sobota, 18 marca 2017

Rozdział 2 - Il compito

Lepsze jest działanie od bierności. W grze, jaką prowadzimy, nie możemy odnieść zwycięstwa. Ale niektóre przegrane są mimo wszystko lepsze od innych.
George Orwell

Gabinetu oficera Reina z pewnością nie można było nazwać przyjemnym miejscem. W ciągu swojej zaledwie dwuletniej służby w więzieniu Alvan był w tym miejscu tylko kilka razy, ale za każdym razem wywierało na nim dosyć niemiłe wrażenie. Pomieszczenie wyglądało tak, jak gdyby nikt w nim nie sprzątał od kilku tygodni – gruba warstwa kurzu przykrywała mahoniowe meble, z kosza na śmieci wysypywały się zgniecione kartki papieru, a puste szklanki po herbacie stały w nieładzie na komodzie. Z ścian wyłożonych ohydną, zgniłozieloną tapetą spoglądały na zebranych w biurze trofea myśliwskie w postaci wypchanych głów saren i lisów. Na dodatek gabinet był jak zwykle przesycony dymem papierosowym, którego stężenie w połączeniu z niewietrzeniem pokoju przyprawiało o zawroty głowy i ataki kaszlu.